Psycho Love Comedy PL: Tom 1 Rozdział 5

From Baka-Tsuki
Revision as of 13:51, 28 November 2014 by Sacredus (talk | contribs) (added parts 3 and 4)
Jump to navigation Jump to search

Lekcja 5 – Prawdziwa twarz czyśćca i ryk rozpaczy / „Lucifer in the Cocytus”

P. Jakiego koloru masz dziś majteczki?

O. Już po tobie.

PsyCome V1 237.jpg


– Powiedziałeś… Zakład Poprawczy Czyściec jest placówką specjalizującą się w wychowywaniu zawodowych morderców?

Przez małe okienko światło słoneczne wlewało się do ciasnego pokoju.

Za biurkiem stojącym między dwoma półkami z książkami siedziała postać paląca papierosa.

Ponieważ światło padało na nią od tyłu, nie dało się zobaczyć jej miny, jednak prawdopodobnie się uśmiechała.

Patrząc na stojącego w otwartych drzwiach Kyousuke, który z trudem łapał powietrze, postać się zaśmiała: - Kukuku. Gdzie to usłyszałeś? Cóż, chyba mogę się domyślić. W każdym razie najpierw się uspokój. Czyżbyś przybiegł tu, jak tylko o tym usłyszałeś? Tak szybko doszedłeś do siebie po tym, jak cię zdyscyplinowałam? Ale z ciebie żywa świnka.

– Przestań pieprzyć głupoty i odpowiadaj, Kurumiya! – krzyknął Kyousuke, robiąc krok do przodu. Jego głos był przepełniony gniewem.

Kurumiya miała rację. Jak tylko usłyszał tamto zdanie od Eiri, wystrzelił z pokoju pielęgniarki wypytać o to nauczycielkę.

Przebywali w jednym z pomieszczeń przygotowanych dla nauczycieli. Każdy z nich miał własne, położone na trzecim piętrze nowego budynku.

Kyousuke prawie udało się już złapać oddech.

– Odpowiadaj, to prawda czy nie? Szybko! Po skończeniu tej szkoły nie będę mógł wrócić do społeczeństwa, bo zamiast tego skończę w jego cieniu? Co to ma znaczyć?!

Słysząc wymierzone w siebie gniewne słowa, Kurumiya wypuściła jedynie dym z papierosa.

Dogasiła peta, a potem wstała.

– Chyba powiedziałam to podczas pierwszej lekcji, prawda, Kamiya? Celem Zakładu Poprawczego Czyściec jest wyprowadzenie was na prostą i wyleczenie podłej, pokręconej natury osób skazanych za morderstwo, dzięki czemu będą mogli odrodzić się jako nowi ludzie.

Kurumiya powoli okrążyła biurko i podeszła do Kyousuke.

Papieros w jej dłoni został zastąpiony przez stalową rurę.

– Jednak…

Podeszła do chłopaka, patrząc w górę na jego twarz.

Jej usta uformowały potworny uśmiech. Najwyraźniej reakcja Kyousuke ją bawiła.

– Nie przypominam sobie, żebym mówiła, że po skończeniu tej szkoły wrócicie do społeczeństwa. Nienawidzę kłamstw… Dlatego zawsze mówię samą prawdę. Tak, szczylu, masz rację, dokładnie tym jest ta szkoła.

– Co?! Jaja se ze mnie robisz?!

Jak tylko Kyousuke usłyszał słowa nauczycielki, złapał kołnierz Kurumiyi, a następnie uniósł ją nad ziemię.

Jej mina jednak się nie zmieniła; patrzyła na niego rozbawiona.

– Ohoho, jaki straszny. Kukuku. Chodzi ci po głowie, żeby mnie zabić, co? Cóż, to i tak niemożliwe, bo nie masz w tym za grosz doświadczenia, dzieciaku.

– C-Co? Skąd to, kurwa…

– Ludzie z natury nie są zdolni do zabijania.

Wciąż wisząca w powietrzu Kurumiya dalej patrzyła na chłopaka z rozbawieniem.

– To jedna z podstaw psychologii. Dla zwierząt najważniejsze jest przetrwanie gatunku. Nawet podczas szkolenia żołnierzy najtrudniejszą, a zarazem najważniejszą rzeczą jest zmuszenie ich do przekroczenia bariery „zabicia kogoś ze swojego gatunku”.

W dumnym uśmiechu Kurumiyi dało się dostrzec złośliwość, a przez jej wykrzywione usta było widać lśniące zęby.

– Ale zebrani tu mordercy są inni. Oni już pokonali tę barierę. Są tu osoby, które zabiły przypadkiem, chorzy psychicznie albo obdarzeni takim talentem przez naturę, ale… Nie jest ważne, jak się tego dokonało. Jeśli raz się kogoś zabiło, później będzie to już o wiele prostsze. Trzeba jedynie tak nimi pokierować, żeby w przyszłości móc ich łatwo kontrolować. W końcu mają zostać zawodowymi zabójcami.

– C…

Ręce trzymające kołnierz Kurumiyi się rozluźniły.

Zszokowany Kyousuke zrobił krok do tyłu.

– Co, do… Nie mogę uwierzyć, że to właśnie dlatego mordercy zostali…

– Tak, zgadza się. Jednak, jak mówiłam, są wyjątki. Dla przykładu Zardzewiały Paznokieć, który nie jest w stanie odebrać życia, mimo że wychowano ją w rodzinie zabójców… A także taki prawiczek jak ty, Kamiya.

Przez ten komentarz Kyousuke zdał sobie z czegoś sprawę.

Skoro wymogiem, aby tam się znaleźć, było posiadanie doświadczenia w zabijaniu, nie istniał żaden powód, żeby zamknąć tam Kyousuke. W takim razie dlaczego?

– Zgadza się, nikogo nie zabiłeś. Od samego początku wiedziałam, że to były fałszywe oskarżenia. Wrobiono cię w to, szczylu, ponieważ nasz dyrektor chciał cię tu mieć.

– Hę? Co… Co, kurwa, takiego? Dlaczego…

– Kukuku, a to nie oczywiste? Masz tak niezwykłą siłę, że trzeba było cię pozyskać, nawet kosztem postawienia ci fałszywych zarzutów. Co prawda, nie pokonałeś jeszcze bariery, jednak przy odrobinie wysiłku da się zmusić cię do tego. Dla przykładu tworząc sytuacje, w których jesteś przyparty do muru i nie masz innego wyjścia - musisz zabić przeciwnika.

Nagle Kurumiya wyciągnęła „coś” z kieszeni i uniosła w górę.

Przedmiot zalśnił metalicznie, dzięki czemu można było dostrzec jego surowe kształty. Był to rewolwer, który Kyousuke widział wcześniej.

– To mnie naprawdę wkurwia. Naprawdę wielka szkoda, że dziś się nie udało. Miałam nadzieję, że będąc napadniętym na takim uboczu, w obronie własnej zabijesz kilku z tych morderców, ale… Nie przewidziałam, że ktoś się wmiesza. Tamte dupki też okazały się całkowicie bezużyteczne, mimo że puściłam w obieg taką broń. W głowie mi się nie mieści, że przestraszyli się groźby Zardzewiałego Paznokcia.

– Czyli ta pieprzona broń też jest twoją robotą, Kurumiya?!

Kyousuke w głowie się nie mieściło, jak ktoś może rozprowadzać tyle broni…

W dodatku stali za tym nie uczniowie, a nauczyciele. Cała ta sytuacja wydawała się coraz bardziej niedorzeczna.

Kyousuke chciał ponownie złapać i unieść Kurumiyę, jednak ta rzuciła uspokajającym tonem: - No już, już. Poczekaj. Uspokój się. Może i jestem nauczycielką, ale w drabinie hierarchii zajmuję najniższy stopień i wykonuję jedynie polecenia. Jeśli koniecznie chcesz kogoś nienawidzić, niech to będzie dyrektor tej szkoły. No i ty sam. Gardź sobą za własne umiejętności i głupotę, że pozwoliłeś, aby podziemny świat się o niej dowiedział, panie „Slayer”, „Megadeth” Kyousuke.

– Co?!

W tym momencie jego palce wyciągnięte tu kołnierzowi Kurumiyi się zatrzymały, a on sam zacisnął mocno zęby.

Do jego wrogów nie zaliczali się jedynie podrzędni bandziory. Parę razy wpadł też na kilku gangsterów i członków Yakuzy, a spośród nich wielu miało kontakty w podziemnym świecie.

– To moja własna wina?

Zaczął pakować się w bójki, żeby bronić siostry. Zanim zdał sobie z tego sprawę, siedział już w tym tak głęboko, że w końcu sprowadził na siebie tę sytuację.

I tak skończyło się na tym, że to on zranił Ayakę, osobę, którą chciał bronić najbardziej na świecie, ponieważ nie zrozumiał ani nie używał swojej siły we właściwy sposób.

– Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałaś. Cholera.

Kyousuke zacisnął zęby jeszcze mocniej i złożył dłonie w pięści.

Tylko tyle był w stanie zrobić. Nie miał pojęcia, czy powinien wciąż obwiniać o to kogokolwiek innego. Po tym, orientację w całej tej sytuacji, zaczęły targać nim silne emocje.

W tym momencie…

– No, już, już. Zapomniałam ci jeszcze o czymś wspomnieć – powiedziała cicho Kurumiya.

– O czym?

Nauczycielka uśmiechnęła się sadystycznie.

– Chodzi o ten cały tytuł mordercy dwunastu, jaki na ciebie zrzucono. Na początku miał go otrzymać kto inny. Jest psychopatycznym mordercą czerpiącym nienaturalną radość z zabijania i bez mrugnięcia zabił dziesiątki, jeśli nie setki osób. Wiesz, o kim mówię, Kamiya?

– Co? Kogo to obchodzi? I skąd mam to wiedzieć?!

Skąd mam niby znać kogoś na tyle chorego psychicznie, że bez mrugnięcia może zabić setki osób?

Jeśli już miałby kogoś obstawiać, wybrałby Boba, jednak nie wyobrażał sobie, żeby ten potwór mógł zabić aż tylu ludzi.

Widząc, że Kyousuke nie jest w stanie na to odpowiedzieć, Kurumiya zrobiła zawiedzioną minę.

– Hmm, rozumiem. Nic nie przychodzi ci do głowy. To dziewczyna, z którą zaprzyjaźniłeś się już pierwszego dnia. Kukuku. No dobrze, skoro nie wiesz, chyba mogę ci to powiedzieć. Osobą, która tamtego dnia po tym, jak w pustym magazynie pobiłeś tamtych dwunastu bandziorów, cięła ich, miażdżyła, rozrywała, bawiła się nimi, wyrywała wnętrzności, zabijała, zabijała, zabijała, zabijała, zabijała, zabijała i jeszcze raz, i jeszcze, była…

Kurumiya nagle zwęziła swoje oczy.

Wtedy do uszu Kyousuke dotarło to słowo.

Imię, którego najbardziej na świecie nie chciał usłyszeć.

– Renko Hikawa. Dziewczyna w masce przeciwgazowej, z którą tak się polubiliście. To Urodzony Morderca, mechanizm z niezliczoną ilością ofiar na koncie. Ma ich najwięcej nie tylko w klasie, ale także przewyższa cały pierwszy rocznik razem wzięty. Jest niezrównaną maszyną do zabijania.


× × ×


– Kłamstwo! – Kyousuke krzyczał jak szalony, biegnąc przez korytarz nowego budynku szkoły. – Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo!

Jakim niby sposobem Renko może być psychopatycznym mordercą z setkami ofiar na koncie?

Niemożliwe. W żadnym razie. – Chciał, aby to nie okazało się prawdą.

– Cóż, czemu sam jej o to nie spytasz? Jest teraz na dachu. Kukuku - kiedy tylko Kyousuke usłyszał te słowa, wyskoczył z pokoju.

Biegnąc, czuł ból swojego bijącego jak szalone serca.

Niemożliwe, Renko! Powiedz mi, że to kłamstwo, i zaśmiej się jak zawsze!

Jednak im bliżej był dachu, tym silniejsze stawały się jego podejrzenia.

Nie znał jej przeszłości, a w dodatku nigdy nie zdejmowała swojej maski przeciwgazowej.

Nie miał pojęcia, kim ani jaka jest naprawdę.

Nie wiedziałby nawet, gdyby przy tych jej beztroskich żartach miała oczy przepełnione żądzą krwi, a podczas śmiechu „łuusz” twarz wykrzywioną w potwornym uśmiechu.

– Hee… Hee... – westchnienie – Hee… - Kyousuke po dotarciu do swojego celu starał się złapać oddech.

Stał przed metalowymi drzwiami w kolorze szarym, na których znajdował się napis „wstęp wzbroniony”. Prowadziły na dach szkoły. Chłopak zebrał w sobie odwagę, położył rękę na klamce, nacisnął ją, wyszedł na zewnątrz i zaczął rozglądać się za Renko.

Jednak na odgrodzonym metalową siatką z drutem kolczastym dachu nie było nikogo poza nim.

– Renko? Jesteś tu? Ej, Renko!

Krzyczał, zaglądając we wszystkie możliwe zakamarki, jednak nie przyniosło to żadnego efektu.

– Rany. Co, u licha? Nie ma jej tu.

Widocznie Kurumiya się pomyliła.

Czując ulgę pomieszaną z rozczarowaniem, Kyousuke wypuścił powoli oddech, starając się uspokoić. W tym momencie…

– Och, przepraszam, przepraszam. Długo kazałam ci na mnie czekać? – łuusz.

Głos ten dobiegał z okolic drzwi.

Kyousuke trzymający znajdujące się przed nim metalowe ogrodzenie szybko się obejrzał.

– Słyszałam o wszystkim od pani Kurumiyi. Podobno chcesz mnie o coś spytać.

Stała tam zachowująca się jak zwykle Renko.

Ta dziewczyna w czarnej masce przeciwgazowej mówiła w typowy dla niej beztroski sposób. Widząc, że Kyousuke jej nie odpowiedział, przechyliła głowę, a potem rzuciła „mmhmm”. Następnie wypięła pierś do przodu i powiedziała: - Odpowiedź brzmi „mam miseczki G”! – Łuusz. – O to chciałeś mnie zapytać, prawda? Doszłam do wniosku, że trudno jest ci zdobyć się na zadanie tego pytania, dlatego je uprzedziłam. Skoro trafiła się tak rzadka okazja, mogę ci także zdradzić moje wymiary. Od góry jest to…

– Renko.

– Hmm? Coś się stało? Masz naprawdę straszną minę, jakbyś miał zamiar mnie zaatakować. Ha! Więc to dlatego wybrałeś takie opuszczone miejsce. Planujesz zrobić mi to i…

– Renko!

Kyousuke nie był w stanie powstrzymać gniewnego krzyku.

Renko rzuciła w zaskoczeniu – Uaaa?!

– Przestań sobie żartować. Nie o to chciałem cię spytać.

Kyousuke wziął głęboki oddech i zacisnął pięść z całej siły, żeby się uspokoić.

Dziewczyna chyba poprawnie odczytała panującą atmosferę, ponieważ westchnęła, a potem zamilkła.

Nastawał wieczór, a światło zachodzącego słońca zaczynało malować dach na czerwono.

Kyousuke zebrał się w sobie i spytał: - Ej, Renko… To prawda, że zabiłaś setki ludzi?

– …

Zapadła cisza.

Po chwili zamyślona Renko uniosła głowę.

– Setki? Kyousuke, przepraszam, nie mam pojęcia. Sama nie jestem pewna – odpowiedziała cicho, kładąc palec na masce, w miejscu, gdzie powinien znajdować się jej podbródek. – Nie liczyłam, ile osób zabiłam, dlatego na pytanie „czy zabiłam setki” po prostu nie potrafię udzielić odpowiedzi. Jednak jednego jestem pewna - przerwała na chwilę i ściągnęła kaptur z głowy.

Jej srebrne włosy zaczęły tańczyć na wietrze.

– W tej szkole nie ma nikogo innego nadającego się lepiej do zabijania, lepszego w tym ode mnie. Wiesz czemu? Ponieważ taką mnie stworzono. Innymi słowy, jestem…

Renko zdjęła swój topik i bluzę, zostając jedynie w koszulce.

Jej ramiona prawie w całości były pokryte tatuażami.

Tworzące je linie różnej grubości formowały skomplikowane wzory, wyglądające jak ciężkie kajdany.

– Urodzonym mordercą. Istotą, która ma zabijanie zapisane w DNA. Zupełnie tak jak nożyczki są stworzone, by ciąć papier, młotki do wbijania gwoździ czy pistolety, których celem jest wystrzelenie pocisku mającego zakończyć czyjeś życie. Zostałam do tego stworzona i nie mogę robić nic innego. Zabijam z nienawiści, ze smutku, z radości, samotności, pustki w sercu czy bólu. Nie rozumiem tego, po prostu zabijam. Z zachcianki lub na wszelki wypadek. Zabić, zabić, zabić, zabić, zabić i tak w kółko. Wszystkie moje emocje są powiązane z zabijaniem. Gdybym nie miała na sobie tej maski… - Renko westchnęła przewlekle, a potem zdjęła słuchawki i odrzuciła je na bok, odsłaniając tym samym swoje pięknie ukształtowane uszy.

Następnie położyła ręce na masce przeciwgazowej, przesunęła je w tył i zatrzymała na jej zapięciach.

– To jest moja „pieczęć”, w którą wyposażył mnie mój twórca. Hamuje wszystkie moje reakcje i emocje powiązane z mordowaniem. Innymi słowy, całkowicie powstrzymuje mój impuls, by zabijać. Dopóki mam ją na sobie, mogę być normalną dziewczyną. Jednak skoro chcesz zobaczyć „prawdziwą mnie”, mogę odsłonić swoją twarz. Normalnie bym się przed tym powstrzymała, jednak dla ciebie, Kyousuke, zrobię wyjątek.

– R-Renko...

Kyousuke się cofnął, opierając plecami o metalowe ogrodzenie.

Widząc, że chłopak trzęsie się ze strachu, Renko się uśmiechnęła – a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie.

– Nosiłam w sercu te wszystkie emocje i teraz mogę dać im upust. Po raz pierwszy czuję coś takiego. Jestem tobą zainteresowana, zakochałam się w tobie do szaleństwa, nie mogę odwrócić od ciebie wzroku ani przestać o tobie myśleć. Chcę cię lepiej zrozumieć i pragnę, byś ty lepiej zrozumiał mnie. Kocham cię, dlatego… Chcę sprawdzić, jak to uczucie jest powiązane z zabijaniem – wyszeptała Renko, a chwilę później odpięła zapięcia maski.

Czarna maska przeciwgazowa spadła na ziemię, odsłaniając prawdziwą, tak piękną, że aż zapierającą dech w piersiach twarz dziewczyny.

– …

Kyousuke patrzył na nią, oczarowany jej oczami.

Długie, srebrne włosy dziewczyny tańczyły na wietrze, za tło mając niebo zabarwione na krwistoczerwono.

Skóra Renko była lśniąca i blada jak porcelana.

Delikatne, cienkie, długie brwi, zamknięte oczy, rzęsy na tyle długie, aby rzucały cienie. Wysoko położony mały nos, wspaniałe różowe usta… Jej twarz była tak piękna, że nie sposób jest znaleźć słowa, aby ją opisać.

Chociaż możliwe, że pasowałoby tu określenie „nieziemskie piękno”. Gdyby ludzkość użyła całej swojej wiedzy, być może udałoby się stworzyć twarz dorównującą jej urodą – pomyślał Kyousuke.

– Ren… ko?

Jakby reagując na dźwięk imienia, które uciekło z ust Kyousuke, rzęsy dziewczyny się poruszyły.

Renko otworzyła powieki, pokazując światu swoje do tej pory zamknięte oczy.

Chwilę później Kyousuke odbijał się na ich niebieskiej, przypominającej krystalicznie czystą taflę wody powierzchni.

W tym momencie…

– Fufu.

Oznaka życia.

Jej różowe usta wykrzywiły się w uśmiechu, oczy natomiast się zwęziły, tworząc praktycznie prostą linię.

Następnie powiedziała głosem tak czystym i pięknym, że Kyousuke aż przeszły ciarki.

– Kyousuke, co się stało? Spodobała ci się moja prawdziwa twarz? Fufuu. Nie mogę przestać się śmiać, nie jestem w stanie zatrzymać muzyki. Rozpiera mnie taka radość, że chyba oszaleję. Kyousuke, nawet sobie nie wyobrażasz, jak się cieszę. Nigdy nie pomyślałabym, że pokazanie ci mojej twarzy może mnie tak uszczęśliwić. Fufu. Wspaniałe, to musi być impuls początkowy. Zaczyna się w brzuchu i nie przestaje świdrować! Czy to zabójcza melodia, którą dla ciebie zagram? Fu... Fufufu - śmiała się tak mocno, że aż ramiona zaczęły jej się trząść.

Renko ponownie zamknęła oczy, zaczynając się przy tym chwiać.

Jej głowa unosiła się to w górę, to w dół, a ciało kiwało na boki, przez co wydawało się, że porusza się według jakiejś melodii – mimo tego, że zdjęła słuchawki, a nigdzie nie grała żadna muzyka.

Przez jej dziwne zachowanie Kyousuke zaczynał tracić pewność siebie.

– He? Ej, ej… Renko, o czym ty mówisz? Nie rozumiem…

Słysząc zdziwienie w głosie chłopaka, Renko otworzyła powoli oczy i się zaśmiała.

– Fufu. Hmm? Och, to nic takiego. Dla mnie żądza krwi jest muzyką, a ta właśnie zaczęła grać. To wszystko. Słyszysz ją, Kyousuke? A może nigdy wcześniej nie słyszałeś tej melodii, tego death metalu? Nieważne. Ja będę grać, więc nie musisz się o nic martwić. Nieważne, czy chodzi o skrzek, krzyki czy growl, dla ciebie zaprezentuję je wszystkie. Pozwól, niech ta mordercza melodia skomponuje się do końca, żebym mogła zagrać ją specjalnie dla ciebie. Ach, właśnie o to chodzi, tak… - Renko złączyła palce i uniosła je nad głowę, mrucząc przy tym uwodzicielsko.

Wypięła swoje piersi, rozciągając ciało coraz bardziej do tyłu; przy tym ruchu jej bluzka także powędrowała trochę w górę.

Kiedy w końcu doszła do punktu, w którym dalsze rozciąganie nie było możliwe, pochyliła się do przodu, opuściła ramiona i otworzyła nagle oczy w przesadnie wyolbrzymionym ruchu.

Kyousuke odbijał się na powierzchni jej krystalicznie niebieskich oczu. Spojrzenie Renko przypominało spojrzenie kota wpatrującego się intensywnie w swoją zdobycz.

Kąciki ust dziewczyny się uniosły, odsłaniając wyjątkowo ostre kły, a następnie...

– Może jakaś mała zapowiedź? Pora rozpocząć koncert, Kyousukeeeeeeeeeeeeeeeee! – krzyknęła gniewnie, zmieniając się w krwiożerczą bestię.

Chwilę później skoczyła przed siebie, a jej srebrne włosy ponownie zatańczyły na wietrze.


× × ×


Prawdopodobnie jedynie szczęściu zawdzięcza uniknięcie ataku.

Renko zaraz po wyskoczeniu w stronę Kyousuke zaczęła wirować w powietrzu.

Człowiek nie byłby do tego zdolny. Zachowanie dziewczyny przypominało raczej atak jakiejś dzikiej, czteronożnej bestii.

Podobnie można opisać jej skoczność, ponieważ jednym susem pokonała w mgnieniu oka dzielące ich pięć metrów.

Kiedy już Renko znalazła się tuż przy Kyousuke, jej prawa ręka zakreśliła w powietrzu łuk, zmierzając od góry prosto w chłopaka.

– Ku?!

Kyousuke upadł na bok, omijając ten cios dosłownie o włos.

Chwilę później usłyszał dziwny dźwięk dochodzący z miejsca, w którym przed chwilą stał, i poczuł delikatny zapach mydła wymieszany ze smrodem rdzy.

– He? Dziwne. Uniknąłeś tego. Gratulacje, Kyousuke. Fufufu.

Renko zaśmiała się radośnie, prostując plecy.

Następnie wyciągnęła rękę z wygiętej siatki i zaczęła szybko machać dłonią.

Cały nadgarstek dziewczyny był we krwi, która nie pochodziła jednak od Kyousuke, ale z rozcięć na prawej dłoni atakującej.

– Poza tym, ach! To takie ekscytujące, że nie mogę zapanować nad własną siłą! Jeśli się nie skupię, mogę przypadkiem złamać sobie rękę. W końcu stworzono mnie do zabijania, więc nie jestem w stanie zniszczyć niczego twardszego niż kość. Fufu, no nic, mniejsza o to.

Czuła tak wielką żądzę krwi, że kołysała się i śmiała radośnie.

Chyba w ogóle nie czuła bólu.

Siedzący na ziemi Kyousuke przyglądał się jej z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.

– C-Co, u licha? Czym ty jesteś? Niemożliwe… Nie jesteś w ogóle człowiekiem?

Przeraził go widok zniszczonej części metalowego ogrodzenia.

Gdyby to uderzenie go trafiło... Nawet jeżeli nie zginąłby na miejscu, rana i tak byłaby śmiertelna.

Renko stanęła nad Kyousuke i przyglądając się mu, zaczęła oblizywać swoją zakrwawioną rękę.

Chłopak aż się zatrząsł, widząc, jak końcówką języka najpierw przejechała po swoim tatuażu, a potem uniosła ją do góry.

– Oczywiście, że tak. Kyousuke, jesteś taki niemiły. Jestem człowiekiem, chociaż nieurodzonym w naturalny sposób. To ja powinnam ciebie o to spytać, bo twój czas reakcji jest wręcz nierealny. Coraz bardziej się w tobie zakochuję. Mmmhmmhmm. Moja żądza krwi ciągle się rozkręca, więc daj mi posłuchać jęków. Obiecuję dobrze się tobą zająć!

Kiedy Renko skończyła zlizywać krew ze swojej ręki, uniosła ją, w ogóle nie przejmując się raną.

Mając minę, jakby się czymś odurzyła, pozwoliła ponieść się morderczemu impulsowi, który przepełniał jej ciało.

Na tle nieba wyglądającego, jakby ogarnęło je płomienie, srebrnobiałe włosy i blask przepełnionych szaleństwem niebieskich oczu dziewczyny były tak piękne, że ich widok aż zapierał dech w piersi.

Więc tak to jest… - nawet w obliczu zbliżającej się śmierci Kyousuke zachowywał spokój. Nie trząsł się ze strachu ani nie popadał w rozpacz, jedynie wpatrywał się w Renko jak zahipnotyzowany, przytłoczony jej wyglądem.

Twarz Renko trochę się zaczerwieniła. Dziewczyna uśmiechnęła się, ukazując swoje kły, i powiedziała: - Kyousuke, pozwolisz mi się zabić? Tym razem trafię. Na pewno nie spudłuję.

Kyousuke nie mógł się ruszyć.

Zdawał sobie sprawę, że zaraz może zginąć, jednak ciało odmówiło mu posłuszeństwa.

Palce Renko zatopiły się w dłoni, kiedy składała ją z całej siły w pięść.

Tatuaże owijające jak łańcuchy ręce dziewczyny wydawały się głośno zagrzechotać i…

– Kyousuke?!

– Kyousuke!

Powietrze przedarły dwa głosy.

Zza metalowych drzwi wyszły akurat Eiri i Maina.

–Rany! Co jest?! Tak przerwać mój koncert. Co za hałas…

Renko odwróciła się, opuszczając uniesioną wcześniej pięść.

Kiedy zobaczyła tamte dziewczyny, jej twarz rozpromieniła się z radości.

Zmrużone do tej pory oczy w pełni się otworzyły, a kąciki ust uniosły, formując uśmiech.

– Och, czy to nie Eiri i Maina? Super! Przyszłyście w odpowiedniej chwili, w końcu koncerty potrzebują widowni!

– Eee… To Renko? Renko, to ty?

Eiri spojrzała zaskoczona na maskę przeciwgazową leżącą na ziemi, a potem na srebrnowłosą piękność.

Maina także przyglądała się z osłupieniem prawdziwej twarzy Renko.

Tę prawdopodobnie ucieszyły ich reakcje, ponieważ zaśmiała się radośnie.

– Fufu, tak, to ja, Renko Hikawa! Teraz widzicie, że naprawdę jestem piękna? Tak się cieszę! Naprawdę mnie to cieszy, ale jestem teraz zajęta, więc zabiję was później. Możecie chwilę poczekać?

Kiedy skończyła mówić, ponownie obróciła się w stronę Kyousuke.

– Co?! – krzyknęła Eiri. – Zajęta? Co ty planujesz?! – Zrobiła krok do przodu, a jej rozpalone z gniewu, rdzawoczerwone oczy skupiły się na zakrwawionej ręce Renko. – I mówisz, że nas zabijesz? To ma być jakiś cholerny żart?

Eiri przyspieszyła kroku, przechodząc po masce przeciwgazowej.

Krew musiała uderzyć jej do głowy, bo najwyraźniej w ogóle nie zauważyła, że Renko dziwnie się zachowuje.

– Głupia! Nie podchodź! Uciekaj…

– Tak głośno… - wyrzuciła z siebie Renko growlem[1], jakby chcąc urwać krzyk Kyousuke.

Jej głos był ciężki jak niski ton basu i pochodził prosto z dna jej brzucha.

Brzmiał, jakby zrodziły go gniew i nienawiść przekraczające wszelkie limity.

Renko spojrzała ponownie na Eiri.

Kyousuke zauważył, że jej wcześniej uśmiechnięta twarz była w tym momencie całkowicie wyprana z emocji.

– Ach, Eiri, co ty wyprawiasz? Twoja żądza krwi zakłóca moją. Już grająca melodia jest zakłócana przez inne dźwięki. Ten bit był tak dobry, jednak piosenka została urwana w połowie, zastąpiona przez zupełnie inną, co strasznie mnie zdenerwowało. To okropne! Grasz strasznie wybuchową melodię, co? Ostre riffy i mocne blasty z perkusji… Hmm. Taki morderczy impuls już mi się znudził. Muszę go uciszyć.

Renko, kiwając głową i bujając się na boki, ruszyła w stronę Eiri.

Co jakiś czas na ziemię spadały krople krwi spływającej jej z palców, które zostawiały za nią czerwony ślad.

– He? C-Co ty robisz? Nie rozumiem. Nie wiem, o co ci w ogóle chodzi.

Eiri się nie wahała, nawet mimo dziwnej aury otaczającej Renko.

Chociaż w jej zmrużonych oczach widać było ostrożność, parła przed siebie, aby bronić Mainy, która siedziała na ziemi, trzęsąc się ze strachu.

Rzucając Renko ostrze spojrzenie, powiedziała: - Jaki morderczy impuls? Jaka melodia? O czym ty mówi…

Nagle Eiri odebrało mowę, ponieważ jej uwagę przykuło znajdujące się za Renko zniszczone ogrodzenie oraz ślady krwi w jego pobliżu.

Po skojarzeniu tego z raną prawej ręki dziewczyny Eiri poczuła się niepewnie. Dopiero w tym momencie zaczęła się bać.

– Twoja ręka… Niemożliwe. To metalowe ogrodzenie… Pomyśleć, że… - mówiła drżącym głosem, robiąc krok do tyłu.

– Uważasz to za niemożliwe? W takim razie…

Renko wyskoczyła w jej kierunku, błyskawicznie skracając dzielącą ich odległość. - Sprawdź to na własnym ciele!

Wyprowadziła atak lewą ręką, celując w głowę.

– …?!

Jednak jej cios przeciął jedynie powietrze.

Dzięki doskonałemu wzrokowi i refleksowi Eiri udało się bez problemu zrobić unik.

– Ojejku... Unik? Ojejku!

Renko nie mogła już zatrzymać siły ciosu, więc zawirowała w miejscu, następnie zdziwiona przechyliła głowę i położyła palec wskazujący na podbródku.

– Nie ruszaj się.

Zza jej pleców wyłoniła się ręka, która przycisnęła czerwone paznokcie do jej gardła.

Było to oczywiście Szkarłatne Cięcie, ukryte japońskie ostrze należące do Eiri, zawodowego zabójcy.

– Jeden ruch, a poderżnę ci gardło. Nieważne, jakim silnym potworem jesteś, wykrwawisz się, jak normalny człowiek, prawda? Hmm. Byłaś zbyt nieuważna, doprawdy wielka szkoda – wyszeptała Eiri, która wykorzystała to, że Renko straciła równowagę, i zaszła ją od tyłu.

PsyCome V1 261.jpg

Renko otworzyła szeroko oczy i uśmiechnęła się szeroko.

– Fufu. Rzeczywiście, szkoda. Oczywiście to ciebie szkoda, wiesz?

Bez wahania złapała rękę, którą Eiri jej groziła, i ją pociągnęła.

– Łaa?!

Przez ten nagły ruch Eiri się zawahała, a Renko, widząc lukę w jej obronie, uderzyła ją z całej siły w pierś.

– Ghh! – Smukłe ciało Eiri zostało wyrzucone w tył i upadło na ziemię.

– Eiri!

– Eiruś!

Kyousuke i Maina jednocześnie wykrzyczeli jej imię.

– …?!

Prawdopodobnie przez wielką siłę uderzenia Eiri nie mogła złapać oddechu. Na jej twarzy, która rzadko kiedy ukazywała jakieś emocje, pojawił się wyraz bólu, a z jej oczu popłynęły łzy, co znaczyło, że musiała bardzo cierpieć.

Renko, patrząc, jak ta druga trzyma się za pierś i walczy o powietrze, wydęła policzki jak aroganckie dziecko i powiedziała: - Rety! To nie przejdzie. Nie groź innym, jeśli nie stać cię, aby ich zabić. Zdajesz sobie sprawę, że twoje ostrze było jedynie jeden centymetr od tętnicy szyjnej? Wiem, że nie chciałaś mnie zranić, ale twoje naiwne podejście denerwuje mnie jeszcze bardziej. Fufu… Naprawdę jesteś miłą dziewczyną. Taka miła i słodziutka! Tak bardzo cię kocham, chociaż w innym znaczeniu niż Kyousuke. Kocham cię, dlatego…

Twarz Renko nagle się rozpromieniła.

Jej spódniczka się poruszyła, a noga powędrowała w tył. - Chcę teraz, aby ta zabójcza melodia stała się jeszcze ostrzejsza! Fufu… Może coś zaśpiewasz?

W tym momencie czubek jej buta powędrował pomiędzy ziemię a brzuch Eiri, co ponownie wyrzuciło ją w powietrze.

– Uggh! – Eiri krzyknęła, lądując na twardym podłożu. Leżała na plecach, walcząc o powietrze jak ryba, którą wyciągnięto na ląd.

Renko postawiła but na jej brzuchu, położyła rękę na kolanie i mocno dociskając ją do ziemi, powiedziała z ekstazą w głosie: - Tak, tak, nieźle. Całkiem nieźle! Wspaniały krzyk, Eiri! - Przyglądała się jej twarzy, na której malowały się ból i przerażenie. – Jednak nie sądzisz, że ten dźwięk nie był zbyt czysty? Spróbuj trochę brudniejszego, chaotycznego krzyku! Pora na growl! To bardzo przyjemny dźwięk, jego twórcy nazwali to… Oj? Czyżbyś nigdy wcześniej go nie słyszała? W takim razie ci go pokażę! Spróbuj!

Kiedy Renko śmiała się okrutnie, światło odbiło się od jednego z jej kłów.

Przesunęła nogę nad klatkę piersiową Eiri, a potem docisnęła ją z całej siły.

Trzask, trzask, trzask – słychać było chrzęst łamanych kości.

– Gh-Ghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh! – Eiri wydała z siebie rozdzierający uszy krzyk.

Miała szeroko otwarte oczy przepełnione łzami, a z ust wypłynęła jej krew.

Jej spokój i opanowanie, jakie zwykle ukazywała, a także prawdziwa, delikatna i wrażliwa twarz, którą pokazała Kyousuke w pokoju pielęgniarki, zniknęły w wirze bólu, strachu oraz upokorzenia.

Kiedy Kyousuke zobaczył, w jakim dziewczyna jest stanie, przed jego oczami pojawiła się Ayaka.

– Skończ z tym.

Widok Eiri nałożył się na obraz Ayaki, nad którą znęcają się koledzy z klasy.

Kyousuke postanowił stać się silniejszy po tym, jak dowiedział się, że jego siostra, która normalnie była nieprzerwanie radosna, płakała całymi nocami.

Żeby obronić jej uśmiech, aby nigdy więcej nie była smutna, postanowił stać się silniejszy niż ktokolwiek inny, jednak mimo to…

– Co jest, kurwa? Kyousuke Kamiya, czemu się trzęsiesz?

Czy twoje pięści nie zostały zahartowane przez te wszystkie walki, wytrenowane właśnie dla takiej chwili?!

Kyousuke krzyknął na siebie w myślach i już po chwili mógł się ponownie poruszać.

Poczuł, jakby coś w jego sercu się topiło, pękło, a potem zapaliło.

Intensywne emocje, jakie odczuwał - strach, obawa, wahanie - rozpaliły w nim płomień gniewu zarówno na siebie samego, jak i skierowany w stronę Renko.

– Cholera. Chyba nie mogę się dłużej hamować – wyszeptał do siebie, a potem wstał.

Złożył dłonie w pięści i ruszył przed siebie.

– Eeeee! Eiruś! Eiruś jest…! Awawawa.

Renko, która wciąż stąpała po Eiri, w przeciwieństwie do panikującej Mainy zauważyła zbliżającego się do niej Kyousuke i ze zdziwienia przechyliła głowę.

– Kyousuke, coś się stało? Przepraszam, ale teraz gram z Eiri. Później mogę poświęcić ci tyle czasu, ile tylko będziesz chciał, więc nie bądź taki niecierpliwy. Słuchając death metalu w ostatnich krzykach Eiri, mam już w uszach melodię, która wkroczy chwilę po nim, co niewyobrażalnie mnie cieszy. Czuję już, jak ta melodia przybiera na sile! Ufufu.

– Renko.

Kyousuke wypowiedział imię dziewczyny, jednocześnie kładąc ręce na jej ramionach. Sądząc po błysku przypominającym deszcz iskier widocznym w tych niebieskich oczach, wyraźnie ją to zaskoczyło.

– Kyousuke, co znowu? Czemu masz tak poważną minę? Aha! Czyżbyś chciał spróbować trój…

– Zamknij się.

Zaciskając pięść z całej siły, uderzył dziewczynę prosto w twarz.

– Bu?!

Po otrzymaniu tak silnego ciosu Renko odleciała w tył w dość spektakularny sposób.

Zawirowała w powietrzu, spadła na betonowe podłoże, po którym parę razy się przetoczyła, a potem uderzyła w metalowe ogrodzenie po drugiej stronie dachu i znieruchomiała.

– Awawawawa… Hmm? – Maina nagle zamilkła.

Zapanowała grobowa cisza.

Renko leżała oparta o metalowe ogrodzenie ze zwieszoną głową.

– Nieprzytomna? Chyba… Straciła przytomność.

Kyousuke wypuścił powietrze i rozluźnił zaciśniętą w pięść dłoń, która bolała go, jakby uderzyła w żelazo albo stal.

Renko była dziewczyną, ale jednocześnie potworem. Kto wie, do czego mogłoby dojść, gdyby okazał jej choćby cień litości.

Dziewczyna się nie podnosiła, więc jego uderzenie jak zawsze załatwiło sprawę. Powiedział proste ”przepraszam”, a następnie uklęknął przy Eiri.

– Hej. Nic ci nie jest? Tszzz… Tak się nad tobą pastwiła, że chyba prawie wyzionęłaś ducha.

– He? N-Nic podobnego! O-O czym ty w ogóle mówi... Uuuu!

– Głupia, nie przemęczaj się! Masz złamane kilka żeber. Możesz wstać?

– Ooch… Nie wygaduj głupot! A-A żebyś zdechł!

Eiri krzyknęła, odwracając zarumienioną twarz, jednak i tak oparła się na ramieniu Kyousuke.

Wyraźnie brakowało jej sił.

– Eiruuuuś?! N-N-N-N-N-Nic ci nie jest?!

Po chwili podbiegła do nich Maina.

Widząc, jak Kyousuke pomaga Eiri wstać, zakryła usta i zaczęła jęczeć.

Mając przed sobą panikującą Mainę, Eiri powiedziała swoim zwykłym, lodowatym tonem: - To nic takiego. W ogóle nie czuję bólu.

– Co?! Ale, ale wciąż płaczesz…

– Eee?! J-Ja wcale nie płaczę!

– Hmm? – Maina przyjrzała się bliżej twarzy wyraźnie cierpiącej Eiri, która zmarszczyła brwi, aby ukryć fakt, że płacze. – Wiedziałam, płaczesz. Nie przemęczaj się tak! – Przyjaciółka nie przestawała się o nią martwić, przez co twarz Eiri zrobiła się czerwona jak burak.

– Maina, wybacz, ale możesz zabrać Eiri do pielęgniarki?

– Hm? No dobrze. A co z tobą… Kyousuke?

Chłopak podał jej Eiri i pomagając złapać równowagę, powiedział: - Ja? Teraz… - jednak zanim zdążył jej odpowiedzieć…

– Pu... Pupu... Puha... Ahahahahhahaha! – powietrze przeszył śmiech.

– Eee?! – rzuciła wystraszona Maina, Eiri natomiast jedynie zajęczała.

Ramiona opartej o metalowe ogrodzenie Renko się trzęsły.

– O rety, to było niesamowite, Kyousuke. Nie mogę uwierzyć, że tak mocno uderzyłeś dziewczynę w twarz. Ufufu. Nieładnie. Bardzo nieładnie! Co, u licha, jest z moją głową, że dzwoni mi w niej tak silny morderczy impuls? Po raz pierwszy słyszę taki rytm blastów! Aż mnie wmurowało! Ale jestem tak szczęśliwa! Rety. Co mnie tak cieszy? Czyżbym była masochistką?! Ahahahahahahahahahahahahaha!

Renko doszła do siebie i śmiała się wniebogłosy.

Na jej bladej, pięknej twarzy nie było widać nawet zadrapania.

Taki silny cios, który odrzucił ją daleko w tył, nie był w stanie wyrządzić jej żadnej krzywdy.

– Ej, masz ciało z stali czy jak?

– K-K-K-K-Kyousuke, uciekaj! Sz-Szybko!

Maina, której zęby aż szczękały ze strachu, szarpnęła za jego koszulkę.

– Kyousuke… - rzuciła drżącym głosem blada jak ściana Eiri.

Chłopak spojrzał na nie i powiedział: - Maina, powierzam ci Eiri. Ja zajmę się tamtą dziewczyną.

Kyousuke odciągnął rękę Mainy, pogłaskał Eiri po głowie i obrócił się w stronę Renko.

– He?! – Eiri zdenerwowało to, że je zasłonił i chciał ich bronić. – Nie bądź głupi. Chcesz zginąć?! Niby jak ty chcesz walczyć z nią sam?!

– W-Właśnie! Nawet ty nie dasz rady pokonać Renci w takim stanie…

– Nie martwcie się. Nawet jeśli jej nie pokonam, jestem całkiem odporny, więc tak łatwo nie dam się zabić. Dlatego, Maina, powierzam ci Eiri. Potem jak najszybciej sprowadź jakąś pomoc. Wytrzymam przez jakiś czas. Przetrwam – zaśmiał się, mówiąc te słowa.

– Kyousuke… - Maina zaszlochała, wypowiadając jego imię.

Jeśli ktoś nie zajmie czymś Renko, pozabija nas wszystkich.

Nieważne, czy miało minąć pięć minut, dziesięć czy więcej czasu. Ktoś musiał zatrzymać ją aż do przybycia pomocy, a jedynie on był w stanie to zrobić.

– Ej, Kyousuke! Nie rozmawiaj jedynie z nimi, ze mną też trochę pogawędź. Porozmawiajmy, pobawmy się razem, pobaraszkujmy trochę. Zagrajmy wszelkie możliwe dźwięki, dobrze? Zagrajmy dla siebie całą symfonię! Słodką, piękną, intensywną, głośną rapsodię śmierci! Chodź… Fufufu.

Renko z blaskiem w oczach wyskoczyła w górę bez podpierania się rękoma.

Wytrzymując skierowane w jego stronę spojrzenie przepełnione szaleńczą radością, Kyousuke odpowiedział: - No dobrze. Nie ma wyjścia, pobawię się z tobą, Renko.

Kiedy napięcie zaczęło narastać, Maina przesunęła się trochę, aby Eiri mogła lepiej się na niej wesprzeć, a potem ruszyła w stronę drzwi.

Widać zdawała sobie sprawę z dobrych intencji Kyousuke, dlatego chłopak, dziękując jej w myślach, poczuł wdzięczność.

– Kyousuke.

Zanim dziewczyny wyszły, Eiri go zawołała.

Widząc, że patrzy się prosto przed siebie, nawet nie zerkając w jej stronę, powiedziała błagającym głosem: - Jeśli zginiesz, to cię zabiję, jasne?

Słysząc okazanie troski w typowym dla Eiri stylu, Kyousuke trochę się rozluźnił.

– Głupia. Jak można zabić trupa? Poza tym nie jesteś w stanie zabić nawet nikogo żywego – odpowiadając, uśmiechnął się chytrze.

Kiedy tamte dwie opuściły już dach, powiedział: - Dobra, Renko. Wybacz, że musiałaś czekać. – Po czym spoważniał.

Neurony w jego mózgu odpowiedzialne za strach już dawno się wypaliły, natomiast te odpowiadające za wszelkie uczucia wymagane do przetrwania były wykorzystywane do granic możliwości.

– Hmm. W końcu znowu jesteśmy sami. Jejku, Kyousuke, jesteś zbyt popularny! Jestem taka zazdrosna! Aha! W końcu rozumiem, co czuły tamte dziewczyny, które mnie otaczały. Więc to jej melodia zazdrości. Rety. Wspaniale! Naprawdę wyśmienicie! Rozbudziłeś we mnie tak skomplikowany morderczy impuls, nieustannie zmieniającą się melodię! Jest wspaniała, słuchanie jej nigdy mi się nie znudzi. Chcę więcej, więcej, więcej tej muzyki! Niech gra, gra, gra, gra bez końca… Chcę usłyszeć najlepsze outro, jakie istnieje, dlatego, Kyousuke...

Pod tym wydającym się płonąć niebem Renko zaczęła tańczyć, a wraz z nią w tan poszły także jej srebrne włosy.

Napędzana melodią morderczego impulsu, którą tylko ona słyszała, w pewnym momencie się pochyliła i...

– Pozabijamy się nawzajem! – krzyknęła na całe gardło, a potem skoczyła przed siebie.

Z żądzą krwi w swoich niebieskich oczach zmierzała w prostej linii w stronę chłopaka.

Kyousuke w tym momencie zaczęło się wydawać, że pośród mętliku, jaki panował w jego głowie, zaczęła grać jakaś nieznana mu muzyka.



× × ×



– Kyousuke, kocham cię, kocham cię, kocham cię na zabój! Kiaa! – głosowi dziewczyny towarzyszył świst jej lewej ręki przecinającej powietrze.

Kyousuke uniknął ciosu, pochylając się lekko, a następnie wyprowadził sierpowy prosto w szczękę Renko. Ta jednak uniknęła trafienia dzięki wychyleniu całego swojego ciała do tyłu.

– Hę, więc tak?! Dziękuję…?!

Chłopak natychmiast wyprowadził kolejny atak; tym razem był to prosty wymierzony w nos dziewczyny.

Renko także i jego uniknęła, wychylając się do tyłu i tym razem prawie dotykając ziemi.

– Co…?!

Po wykonaniu tego ruchu, dzięki któremu pięść chłopaka musnęła jedynie jej srebrne włosy, dziewczyna złapała jego rękę ze słowami: - Mam cię!

Używając jej jak drążka, wybiła się w górę, zrobiła obrót w powietrzu, a następnie wylądowała na ramionach Kyousuke i objęła jego szyję nogami.

– Ej! Ten ruch…

– Trach! Właśnie zabiłam cię, łamiąc twój kręgosłup. Już raz zginąłeś. Fufu.

Renko, przytrzymując obiema rękami głowę Kyousuke, obróciła swoją górną część ciała na bok.

Właściwie to jedynie udawała, że wykonała ten ruch. Jednak gdyby naprawdę w tym momencie miała zamiar zabić Kyousuke, bez wątpienia złamałaby mu kręgosłup.

Kiedy chłopak się zatrząsł, wyszeptała mu do ucha:

– Zabijanie samo w sobie jest proste, ale zbyt nudne. Kocham cię, więc chciałabym doświadczyć o wiele więcej… Abyś poczuł moją miłość na o wiele więcej sposobów! Ehehe – mówiąc to, objęła jego głowę i zaczęła dociskać do niej swoje kolana oraz twarz.

Kyousuke poczuł przyciśnięte do głowy piersi oraz należący do dziewczyny słodkich zapach. Renko zaczęła coraz mocniej naciskać na nią całym swoim ciałem.

– Kocham… Uaaaaa!

Przyjemne uczucie szybko zniknęło, zastąpione przez ból miażdżonej czaszki.

Kyousuke wyobraził sobie głowę pękającą jak arbuz pod naciskiem wielkich piersi Renko.

– Oj, było blisko. Włożyłam w to tak dużo miłości, że prawie cię zabiłam – kiedy zdała sobie z tego sprawę, natychmiast zwolniła uścisk.

Do tej pory spięty Kyousuke się rozluźnił, jednak momentalnie opadł z sił.

Renko zeskoczyła z jego ramion, stanęła za nim i objęła go w okolicach brzucha.

– Ale te dźwięki są takie przyjemne dla moich uszu. Mogę posłuchać ich jeszcze? – wyszeptała mu do ucha uwodzicielskim tonem.

Następnie wsadziła ręce pod jego koszulkę i zaczęła delikatnie muskać ciepłymi palcami po gołej skórze chłopaka –zupełnie jakby ją lizała.

Kyousuke zaczął się trząść ze strachu przed jej nadzwyczajnymi umiejętnościami i niewiarygodną siłą.

– Ej, więc jak mam to zrobić? Brzuch? Klatka piersiowa? A może tu… Krocze? Organ trawienny, oddechowy, krwionośny czy może rozrodczy? Fufu. Mogę zagrać ci melodię, jaką tylko chcesz. Jesteś dla mnie wyjątkowy, więc możesz wybrać, w jaki sposób chcesz umrzeć!

– Dlaczego?

– Hmm?

– Renko, dlaczego ja?! – Kyousuke krzyknął, a następnie z całej siły odepchnął od siebie Renko.

– Uaaa! – dziewczyna jakby umyślnie odleciała do tyłu i upadła na ziemię. – Auauaua… Rany, nie bij mnie tak mocno!

Kyousuke, patrząc na jęczącą Renko, złapał się za głowę i krzyknął gniewnie: - Renko, przecież wiesz, prawda? Nie jestem żadnym „mordercą dwunastu”, tylko zwykłą osobą, jedynie trochę silniejszą niż inni! To nielogiczne, nie ma żadnego powodu, dla którego ktoś taki jak ty by mnie pokochał. Dlaczego…

– Kto wie. Fufu.

Wciąż leżąca na plecach Renko zamknęła oczy.

Mimo że wystawiła się tak na jego atak, Kyousuke nie wykorzystał tej okazji.

Łapiąc oddech, przyglądał się jej śpiącej twarzy; pięknej, jakby nie z tego świata, na której pojawił się łagodny uśmiech, jakiego w żaden sposób nie dało się przypisać do maszyny do zabijania sprzed paru chwil.

– Jestem urodzonym mordercą. Zostałam stworzona do zabijania i jest ono jedynym celem mojej egzystencji. Praktycznie urodziłam się, czując żądzę krwi, a potem podążając za morderczym impulsem, zabijałam, zabijałam, zabijałam i szukałam rzezi, pragnęłam jej. Zarżnąć wszystkich. Płeć, wiek czy kolor skóry nie miały żadnego znaczenia. Podobnie jak nożyczki nie mogą wybrać, jaki papier chcą przecinać, tak ja mogłam wybrać jedynie sposób, w jaki to zrobię. Płynęłam z nurtem morderczego instynktu każącego mi zabijać. Wymazał moje emocje, a jego grająca we mnie muzyka zmienia wszystkie uczucia w chęć mordowania. Nie mogę przestać. Nie mogę.

Renko otworzyła powoli oczy, a potem wybiła się w powietrze, lądując na nogach.

– ...?!

Ten nieoczekiwany ruch go zaskoczył.

Podczas gdy on stał w miejscu, nie mogąc w żaden sposób zareagować, Renko wyprowadziła cios lewą ręką.

Kyousuke zablokował go swoją prawą, jednak pojawił się przy tym głośny trzask.

– Ghh!

Kiedy chłopak zachwiał się do tyłu z powodu siły uderzenia, Renko użyła energii z ataku pięścią do wyprowadzenia kopnięcia z półobrotu.

– Ghaaa!

Jej but, trafiwszy prosto w głowę, odrzucił chłopaka na bok. Nie udało mu się złapać równowagi, przez co uderzył w betonowe podłoże i przez chwilę toczył się, widząc na przemian podłogę i płonące niebo.

– Tszz… Au, cholera. Nie atakuj tak bez ostrzeżenia!

Trzymając się za miejsce, w które został kopnięty, zacisnął mocno zęby i usiadł.

Znajdująca się pięć metrów od niego Renko ruszyła powoli w jego stronę.

– Och, wybacz, wybacz. Morderczy impuls faluje, tak samo jak rymt muzyki. Robi się silniejszy, potem słabnie. Jeśli rośnie na sile, nie jestem w stanie nad nim zapanować, teehee...

Renko pokazała język, złożyła dłoń w pięść i puknęła się nią w bok głowy.

Widząc, że w ogóle nie czuje się winna, Kyousuke zastanowił się ponownie nad tym, co usłyszał wcześniej.

I w końcu zrozumiał.

Chęć trzymania się za ręce z ukochaną osobą.

Chęć objęcia ukochanej osoby.

Chęć pocałowania ukochanej osoby.

Te uczucia zostały zamienione w chęć zabicia ukochanej osoby.

Po tym, jak Renko zdjęła maskę, wszystkie jej uczucia zostały powiązane z zabijaniem, przez co nie miała po prostu wyboru.

Stworzono ją w taki sposób i to właśnie odróżniało ją od innych ludzi.

– Fufu. Rany… Dlaczego poznałam cię, kiedy miałam założoną maskę? Tracąc mojego pana, żądzę krwi, nie mogę zabijać, ani nawet tego nie chcę. Zupełnie jak nożyczki, które nie mogą ciąć, ponieważ nikt nie chce ich używać. Mimo to wciąż jestem człowiekiem. Nawet jeśli nie odczuwam żądzy krwi, wciąż czuję wiele innych rzeczy. Na przykład miłość do ciebie. Jak tylko zainteresuję się jakimś celem, moje emocje są łączone z żądzą krwi i nasilane do tego stopnia, że najważniejsze staje się… - Renko, patrząc na Kyousuke, zmrużyła oczy.

Miała rozszerzonych źrenice i mimo bijącego z nich szaleństwa, w ich głębi można było dostrzec słaby promień delikatnego światła.

– Dla mnie jesteś naprawdę wszystkim. Nawet jeżeli uważasz się za kogoś normalnego, dla mnie jesteś wyjątkowy. Od urodzenia żyję w ciemności i ktoś taki jak ja… Przynajmniej jesteś pierwszą osobą, jaką spotkałam z tego świata pełnego słońca. Pierwszą, która nikogo nie zabiła. Zainteresowałam się tobą, ponieważ jesteś moim całkowitym przeciwieństwem. Dlatego właśnie tak bardzo chcę cię lepiej poznać.

– ... Kyousuke przypomniał sobie, co usłyszał u pielęgniarki. Eiri powiedziała wtedy: - Żyjemy w całkowicie odmiennych światach. Był jedynym obcym elementem, jedyną osobą w tej szkole pełnej morderców, która nie żyła w cieniu społeczeństwa. Eiri i Maina nie pasowały do tamtego świata, były jednak jego częścią. Właśnie dlatego Renko się nim zainteresowała. Innych przyciągnął do niego tytuł mordercy dwunastu, ona natomiast zainteresowała się jego prawdziwym ja. Renko powoli ruszyła w jego stronę, a potem…

– Rozmowa z tobą naprawdę mnie zaskoczyła. Za bardzo się odsłaniasz. Nie czujesz w ogóle żądzy krwi, wrogości czy choćby urazy do innych. Całkowicie różnisz się od osób, które spotkałam do tej pory, dzięki czemu czuję się przy tobie naprawdę swobodnie. Poczułam coś takiego po raz pierwszy. Kiedy tylko pojawiły się te uczucia niepowiązane z zabijaniem, zrobiło mi się tak ciepło w sercu. Jestem taka szczęśliwa.

Renko uśmiechnęła się, stanęła przy Kyousuke, a następnie pogłaskała go po twarzy i spojrzała prosto w jego oczy.

Ruchy jej ręki były delikatne, a w spojrzeniu niebieskich oczu dało się dostrzec szczerość, przez co chłopak poczuł się zakłopotany.

Co mam zrobić? Nie wiem.

Co mam czuć do Renko? Nie wiem.

Przypomniawszy sobie chwile, jakie razem spędzili, powiedział:

– Ja też jestem szczęśliwy. Dobrze się z tobą bawiłem. Skoro mowa o odsłonięciu, przyganiał kocioł garnkowi… Spotkanie z tobą, tak czystą i niewinną w tym miejscu pełnym psychopatów, przyniosło ukojenie mojemu sercu. Jednak…

– Tak. Jednak nie jest to moja prawdziwa twarz. Doskonale o tym wiem. Po tym, jak się tobą zainteresowałam, zaczęłam sobie myśleć „chcę go dotknąć”, „chcę, aby mnie dotknął”, „chcę go poznać”, „chcę, aby mnie poznał”, ale nie mnie w masce, tylko moje prawdziwe ja. Coś takiego. Fufu. Tylko że to zbyt tragiczne, takie smutne, Kyousuke. Zdejmując maskę, pokazałam ci jednocześnie, jaka naprawdę jestem… I jak?

Jej spojrzenie się uniosło, a palce powędrowały nagle na szyję Kyousuke i się na niej zacisnęły.

Następnie dusząc chłopaka, uniosła go w powietrze.

– Ach... Gh.. Ren... ko...?! – wyksztusił, nie mogąc oddychać.

Jej kciuk naciskał na tchawicę, wskazujący na tętnicę szyjną, środkowy na żyłę wewnętrzną, a dwa pozostałe przytrzymywały. Innymi słowy, było to jak najbardziej poprawne duszenie.

W jej niebieskich oczach było widać blask żądzy krwi, która zawładnęła jej ciałem.

– Chcę cię dotknąć. Chcę, abyś ty mnie dotknął. Chcę cię poznać. Chcę, abyś ty mnie poznał. Te uczucia zniknęły bez śladu, chcę cię jedynie zabić! Kyousuke, chcę cię zabić. Kocham cię najbardziej na świecie, dlatego to ciebie najbardziej pragnę pozbawić życia. Fufu. To jest outro, którego tak naprawdę pragnęłam. Ponieważ to właśnie moje prawdziwe ja. Kyousuke, przepraszam. Naprawdę. Chciałeś zrobić ze mną te wszystkie rzeczy… Ale teraz chcę cię jedynie zabić. Odpowiedziałam szczerze, z głębi serca, więc chyba pora, żebyś już umarł, prawda? Fufufu…

Renko się zatrzęsła i zacisnęła palce jeszcze mocniej.

Jak tak dalej pójdzie, naprawdę zginę.

Mimo że Kyousuke wkładał całą siłę w odsunięcie rąk Renko, te ani drgnęły. Zaczęło brakować mu powietrza i robić się czerwono przed oczami przez zatrzymany dopływ krwi.

– Ghh.. Akh… Nie dam rady…

Jego wzrok się zamglił.

Twarz Renko uśmiechającej się z zadowolenia zaczęła niknąć po drugiej stronie chmur.

Tuż przed śmiercią ujrzał swoją kochaną siostrę: Ayakę.

Nie mógł dostrzec jej twarzy, więc nie wiedział, czy się uśmiecha, czy może płacze.

Mimo to musiał coś jej przekazać.

Zanim straci świadomość.

Zanim straci życie.

Przysiągłem ją bronić.

Przysiągłem, że nigdy więcej nie będzie przeze mnie smutna.

Przysiągłem bronić jej uśmiechu.

Jest dla mnie najważniejszą osobą, więc…

Nawet jeśli nie jestem w stanie powiedzieć tego osobiście, i tak muszę…

– Przepraszam… Przepraszam… Ayaka – wyszeptał.

W tym momencie…

– Eee?

Usłyszał ospały głos, a potem nagle jego zmysły wróciły.

– …?!

Otaczająca go biała mgła zniknęła.

Ręce Renko zwolniły swój uścisk, przez co chłopak upadł na ziemię.

Łapiąc oddech, spojrzał ze zdziwieniem w górę.

Kaszel, kaszel, kaszel. – Ty…

Od razu zauważył, że Renko odebrało mowę.

– Hee? Ee? Hę?

Drapiąc się po głowie, spojrzał w szeroko otwarte, niebieskie oczy zszokowanej dziewczyny.

Trzymała się za głowę, jakby się wystraszyła, i cofała do tyłu.

Po chwili z jej trzęsących się ust dobiegły słowa, w które trudno było uwierzyć: - Muzyka… Morderczy impuls ustał.

  1. Ton głosu używany w Death Metalu